Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Bielarnia „Pod Jelonkiem”

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Dolina Kwisy - to jeden z najpiękniejszych fragmentów ziemi dolnośląskiej. Bodaj pierwszy raz w pisemnej formie o rzece tej wspominał dokument, wystawiony w Königstein 7 maja 1241 roku przez króla Wacława I Czeskiego. Określano w nim między innymi przebieg granicy biskupstwa miśnieńskiego.
 Bielarnia „Pod Jelonkiem”

 Bielarnia „Pod Jelonkiem”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. Bielarnia „Pod Jelonkiem”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. Bielarnia „Pod Jelonkiem”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Przez setki tysięcy lat Kwisa mozolnie rzeźbiła swoje koryto, meandrując wycinała w podłożu urokliwe wąwozy i przełomy. Dzisiaj strome brzegi jej doliny tu i ówdzie wznoszą się wysoko nad płaskimi zakolami. To te właśnie miejsca ludzie wykorzystywali najchętniej do wznoszenia okazałych gmachów - lub po prostu zwyczajnych zagród chłopskich.

Jednak ta kapryśna rzeka była czasami groźna dla mieszkających przy niej osadników. Powodzie potrafiły dokonać spustoszeń w wioskach i grodach, stojących zbyt blisko nurtu. Niezwykle wysoki poziom wód odnotowano w roku 1496, 1703, 1736 i 1795. Wielka fala nadeszła także w roku 1801, a po trzech kolejnych latach względnego spokoju rzeka ponownie wystąpiła z brzegów. Tym razem powodem nieszczęścia były ulewne deszcze, trwające bez przerwy przez kilka dni.

Życie, wręcz kipiące przed wiekami w Kwisie, było niezwykle bogate i zróżnicowane. Krystaliczna woda roiła się od pstrągów, lipieni i innych ryb, a bytujące w niej perłoródki wytwarzały poszukiwane perły. Dostarczały także skorup, używanych po sproszkowaniu do sporządzania mikstur leczniczych. W miarę coraz intensywniejszego zanieczyszczania rzeki przez człowieka owe małże znajdywano jednak coraz rzadziej, aż wreszcie całkowicie zniknęły.

Stojący w dawnym zakolu Kwisy kliczkowski zamek to budowla szeroko znana - i po gruntownym remoncie od lat znów tętniąca życiem. Nie wszystkie jednak zabytki w tym rejonie miały tyle szczęścia. Warto choćby przypomnieć, iż w niezbyt odległym sąsiedztwie byłej książęcej rezydencji istniały kiedyś samotne, malownicze budynki mieszkalno-gospodarcze, spełniające bardzo pożyteczną funkcję.

Oto bowiem niespełna dwa kilometry na północny zachód od zamku, u podnóża wysokiej i stromej skarpy doliny Kwisy stała kiedyś bielarnia płótna, pełniąca także funkcję leśnej wartowni. Zapewne surowy materiał lniany, podlegający w niej obróbce, pochodził - przynajmniej początkowo - z pobliskich, prawdopodobnie chałupniczych tkalni.

Już w zamierzchłej przeszłości płótna wybielano, stosując różne proste zabiegi. Prawdopodobnie pożądane działanie słońca w tym procesie uświadomiło człowiekowi płowienie żagli na powietrzu. Dzisiaj trudno dociec, czy to przez przypadek zaczęto stosować posypywanie płótna popiołem drzewnym, ale tkaninę gotowano też w ługu, przygotowanym z tegoż popiołu. Po dokładnym wypłukaniu rozkładano ją następnie na łące i wyschniętą obficie zraszano wodą. Czynności te powtarzano co najmniej kilkakrotnie.

Z czasem stosowano chlorek wapna i roztwory sody tudzież inne, coraz radykalniejsze metody obróbki. Nie wiadomo, jakich metod używano w nadkwiskiej bielarni, zresztą dzisiaj próżno by szukać w terenie owej manufakturki. Jak wiele innych obiektów, wzniesionych niegdyś w tutejszej puszczy, została ona całkowicie starta z powierzchni ziemi. Był to jednak budynek na tyle znaczący, że doczekał się nie tylko utrwalenia na kilku dawnych fotografiach, ale także uwieczniono go na obrazie.

Bielarnię określano mianem Schröterbleiche, co w dowolnym tłumaczeniu można rozumieć jako „Bielarnia Jelonek” – lub też „Bielarnia pod jelonkiem”. Nazwa ta nawiązywała najpewniej do olbrzymiego chrząszcza, żyjącego w skupiskach dębów. Pozwala to również domniemywać, iż licznie bytował on niegdyś w tej okolicy.

Jelonek rogacz to jeden z największych chrząszczy Europy, jego samce mogą w wyjątkowo sprzyjających warunkach osiągać długość nawet blisko ośmiu centymetrów, przy czym znaczną część „konstrukcji” tego imponującego osobnika stanowią wielkie szczypce-żwaczki, którymi nacina on korę dębu. Sok tych zdrowych drzew jest pożywieniem dorosłych jelonków, natomiast ich larwy rozwijają się i przepoczwarzają w próchniejących fragmentach pni dębowych oraz korzeni.

Niestety - ostatniego jelonka rogacza widziałem w pobliżu Kliczkowa w 1972 roku, a w 2017 roku za sensację uznano odnalezienie tego chrząszcza w województwie wielkopolskim.

Wiele wskazuje na to, iż w Polsce owady te po prostu niemal całkowicie wyginęły, niejako podzielając tym samym los „Bielarni pod jelonkiem”.


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2019 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Piątek 6 grudnia 2019
Imieniny
Dionizji, Leontyny, Mikołaja

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl